Marillion – Misplaced Childhood


Ona byla pierwsza.

Jasne, bylo wiele przed nia i wiele po niej, ale ona byla pierwsza i ostatnia.

I nie, nie byla – jest.

Bo jest ze mna. W srodku, gleboko. Korzeniami we mnie wrosla.

Bo po niej juz nic nigdy nie bylo tak samo.

Bo zakochac sie mozna milion razy, ale kochac, tak naprawde, mozna tylko raz.

Edinburgh to niebiezpieczne miasto: mozna tutaj zostac albo artysta, albo alkoholikiem.

Albo i jednym i drugim.

Dopchalem sie pod scene.
A pozniej juz tylko stalem z szeroko otwartymi oczami i nawet nie czulem lez splywajacych po policzkach i tego, ze ktos kto stal obok nadepnal mnie glanem i zlamal mi maly palec lewej nogi.

1987 rok byl goracy.

Cholernie goracy.

I duzo sie dzialo: do Polski przylecial Papiez, w Wielkiej Brytanii wybory wygrala Margaret Tchacher a Mathias Rust malym samolocikiem przesliznal sie przez radziecka obrone przeciwlotnicza i wyladowal na Placu Czerwonym w Moskwie .

W tym momencie nic mnie to nie obchodzilo.

I nie liczylo sie nic wiecej.

A wszystko dlatego, ze gdzies tak na wysokosci 1986 roku sie zakochalem.

Na cale zycie, na amen, na jezusmariajapierdolekurwamac.

W niedzielnej audycji polskiego radia, program II, jak co tydzien Tomasz Beksinski prowadzil audycje ‚Wieczor z plyta kompaktowa’. (Dzieciarni wyklutej po tym czasie wyjasniam, ze wtedy to bylo, kurwa, COS. Krolowaly niepodzielnie winyle i kasety,a kompakty mieli jedynie radiowcy i co bogatsi badylarze)

Na poczatku lecial z glosnikow fajny szum : ‚kanal lewy….stuk, stuk, stuk….szszszsz….kanal prawy…stuk, stuk, stuk….szszszsz’. Krotkie omowienie ‚co bedzie grane’ i muzyka. Cala plyta. Od poczatku do konca. Bez przerw. Bez reklam.

Wtedy Tomasz Beksinski puscil plyte zespolu Marillion ‚Misplaced Childhood’. Wczesniej – przed emisja plyty – dokladnie opisal okladke i przeczytal swoje tlumaczenie tekstow z tej plyty.

Do tej pory, gdzies w szpargalach mam nagrana na magnetofonie szpulowym ta audycje, a nawet, gdybym jej nie mial – pamietam ten nastroj, slowa i ta muzyke. Bo siedzi we mnie gleboko. Bo wrosla we mnie korzeniami.

Bo zakochalem sie w niej od pierwszego slyszenia.

A kiedy dowiedzialem sie, ze w 1987, w Zabrzu zagra Marillion wiedzialem, ze nie ma takiej sily.

Bylem tam.

Dopchalem sie pod scene, a pozniej juz tylko stalem z szeroko otwartymi oczami…

Ta plyta jest o koncu dziecinstwa. O zagubionej gdzies dzieciecej naiwnosci i zagubionych idealach i marzeniach. I o tym, ze w pewnym momencie trzeba zrobic papa swietemu mikolajowi, krasnalom i naiwnym marzeniom. I o tym, ze w pewnym momencie trzeba wziac dupe w troki i dorosnac. A to boli, bo wyrastanie z krotkich majtek i zludzen boli zawsze.

Jedne z moich ulubionych czynnosci – picie i uzalanie sie nad soba – to o tym wtedy pisal glownie w swoich piosenkach Fish. I jakkolwiek do fazy totalnego alkoholowego upojenia z pozniejszej Marillion plyty ‚Clutching at Straws’ brakowalo sporo, to i tak od razu mozna rozpoznac, ze to ‚swoj chlop’.

Na plycie jest dziesiec kawalkow – roznych – od popowego ‚Kayleigh’ przez balladowe ‚Lavender’ do rockowego ‚Waterhole’ i absolutna bzdura jest je oceniac osobno, bo to jest album koncepcyjny – tworzy jedna muzycznie rozna, ale stylistycznie spojna calosc.

Kiedy w ’87, w Zabrzu skakalem pod scena i darlem sie na cale gardlo tekst z piatego kawalka tej plyty – ‚I was born with a heart of Lothian’ – nie wiedzialem jeszcze, ze moje dziecinstwo skonczy sie tak szybko. I ze prawie dziesiec lat pozniej z ta sama piosenka w uszach bede wysiadal na Waverley Station. I nie wiedzialem tez tego, ze Fish jest Szkotem, urodzil sie w Dalkeith i spora czesc swojego zycia spedzil w Edinburghu i ze o tym miescie czesto spiewa w swoich utworach.

Teraz juz wiem, ze Edinburgh to niebiezpieczne miasto: mozna tutaj zostac albo artysta, albo alkoholikiem.

Albo i jednym i drugim.

Jak Derek William Dick.

Fish.

Zlamany WTEDY maly palec lewej nogi zrosl mi sie krzywo, a rok temu, podczas festiwalu wydawalo mi sie, ze widzialem go idacego Royal Mile.

Nie bylem pewny.

Ale jestem pewny,co bede robil 23 pazdziernika, w sobote – bede w Haddington, na koncercie Fisha.

I jak to zagra, to bede wydzieral sie na cale gardlo:

I was born with a heart of Lothian
I was born with a heart of Lothian
I was born with a heart of Lothian

Bo jakby na to nie patrzec, istotnie ‚I was born with a heart of Lothian’. Bo tutaj urodzilem sie na nowo.

I w pazdzierniku nie bedzie takiej sily…

Link do pliku: http://rapidshare.com/files/412235816/Marillion_-_Misplaced_Childhood.rar

Reklamy

2 Responses to Marillion – Misplaced Childhood

  1. DarkMan72 says:

    BRACIE!!! :-)))

    Przeczytałem Twój wpis, i jakbym czytał o sobie… Z tym że ja nie w Zabrzu, a w Poznaniu, w sobotę 27 czerwca 1987 roku. Koncert, który nieodwołalnie i na zawsze zmienił moje życie, a raczej potwierdził, przypieczętował i zabetonował zmianę, która nastąpiła we mnie, gdy pierwszy raz usłyszałem Misplaced Childhood z kasety. Kasetę przywiózł mój brat pod koniec 1985 albo jakoś w 1986 roku, z Warszawy, gdzie odbębniał służbę wojskową. A ja miałem 13 lat i do dźwięków Misplaced Childhood czytałem sobie „Silmarillion”, bo przecież nazwa zespołu i tytuł książki takie do siebie podobne… :-) I od tamtej pory te dwie Sztuki cały czas przeplatają się ze sobą i w moim życiu. Do tego stopnia, że z Tolkiena pisałem nawet magisterkę. ;-) A w Haddington byłem w 1999 roku, na zlocie fanów…

    Misplaced Childhood jest płytą mojego życia. Nuff said. ;-)

    Dzięki za ten wpis!!! Marillion forever!!!

  2. tnotr says:

    i jak bylo?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: