To bedzie piekny dzien…


To bedzie piekny dzien!
Moze nawet nie bedzie za bardzo jebalo zabami.
Bo leje tak czesto i tak intensywnie, ze mozecie mi mowic Noe.
Jakis blizej nieokreslony bol w klatce piersiowej, moj portfel ma anoreksje (i nic dziwnego skoro ostatni banknocik wyjalem z niego jeszcze w okresie kiedy na polkach byl tylko ocet, pan zygmunt z piatku z pankracym jeszcze nie byl podejrzewany o zoofilie, a kozakiewicz zostal jednoglosnie wybrany miss polskiego sportu), zadnych planow na weekend za wyjatkiem zapierdolu bardziej intensywnego niz zwykle, a do tego wyjatkowy fuckin’ bad hair day.
Ale nie jest az tak zle – swoje szczescie odnalazlem w aptece, gdzie w promocyjnej, bardzo atrakcyjnej cenie udalo mi sie nabyc droga zakupu bezposredniego leki na grype, ktora to dziwka bezpanska dopadla mnie z zaskoczenia i dlugo nie chciala puscic.
Oprocz standardowego wypluwania pluc, doswiadczylem rowniez stanu nirwany, kiedy nekany wysoka goraczka (nie pamietam dokladnie ile, ale tak ze 150 stopni C to miekkim chujem bylo) w gescie rozpaczy spozylem trzy opakowania Paracetamolu.
Latalem pozniej ze trzy dni i ciezko bylo okrutnie krecic makowca. I na kazde pytanie odpowiadalem szablonowo: ‚buraczki poprosze, sroda albo las vegas’
Mimo wszystko tkwie w absurdalnym przekonaniu, ze dziś bedzie ciasteczkowo.
Nie bede probowal tego wytlumaczyc, bo tylko namieszam jak Rumun w kuble.
To nie jest nadzieja (ktorej nie uwazam za matke glupich, bo zbyt czesto sie jej trzymam tonac w problemach, a poza tym wszyscy doskonale wiemy, ze glupi nie jestem, co najwyzej lekko ograniczony), ze dzis bedzie fajnym dniem.
Ja to kurwa po prostu wiem.
To dla mnie tak oczywiste jak to, ze ksieżyc rusza morzem, serenada jest zrobiona z sera, a z piosenek rihany wylaza zajebiste dzwonki na komorke, polifoniczne.
I cokolwiek by sie mialo wydarzyc – dzis bedzie zajebiscie.
Dlatego posiedze sobie jeszcze w pizamie czekając na wyschniecie ulubionych gatek w mietowe słoniki i porozkoszuje sie ta wesola energia.

A potem sie zdrzemne.
A potem sie zbiore do kupy (tu chcialem zaznaczyc, ze o sensie zdania zadecydowala samogloska „a”, bo gdybym napisal „A potem zAbiore się do kupy” wiekszosc pomyslalaby „kaprofil”) i wyrusze na spotkanie przygodzie, aby udowodnić swiatu, ze dzis jest w pyteczke.

A gdyby tak sie stalo, ze jednak cos sie spierdoli, to przysiegam, ze predzej szlag mnie trafi nim upadne na tyle nisko zeby kupic sobie tamburyn, zalozyc zespol folkowy i wyjechac na jakis festiwal do Bulgarii.
Nie wiem zupelnie dlaczego Bulgaria kojarzy mi sie z miejscem dla ludzi, ktorym nie wyszlo, ale wiem, ze jesli cos pierdolnie, to wlasnie tam sie przeniose.
Bede zarabial na zycie skrecajac dlugopisy, zywil się konserwami, sluchal duran duran, az w koncu jakims wiosennym rankiem ktorys z sasiadow zaalarmowany nieznosnym fetorem znajdzie w moim kiblu zwloki pocwiartowanej prostytutki i mnie wesolo dyndajacego na swiatecznym krawacie z melodyjką „Jingle Bells”.

Stare indianskie przyslowie uczy nas jednak, ze nie warto martwic sie na zapas, wiec dopoki nic się nie spierdoli dopoty bede prowadzil swoj wesoly, nielogiczny, zalosny, budzacy niesmak, niehigieniczny, skretyniały, wkurwiajaco beztroski zywot czlowieka popieprzonego.

Gdyby wszyscy witali dzien z takim jak ja, do dzis ludzkosc nie wiedzialaby co to prozac, swiatynia opatrznosci bozej w wawie by juz stala, a nawet malysz zaczalby skakac normalnie jak czlowiek, a nie kurwa jak jakis niedojebany kadlubek.
Bez odbioru bo ide na szluga.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: