Zycie moje umilowane w chrustusie szczupaczki bylo znacznie latwiejsze dawniej.


Zycie moje umilowane w chrustusie szczupaczki bylo znacznie latwiejsze dawniej:
Na przyklad w takim przedszkolu: wystarczylo podejsc do ulubionej
kolezanki i zapytac – ‚ty, bendzies mojom nazeconom?’
i sprawa byla jasna – jak tak – to sposob postepowania byl prosty:
obslinic policzek, wziac za reke i isc do piaskownicy lepic babki.
a jak nie – tez prosto: opluc, wytargac za kudly, a w ostatecznosci –
wyjebac za okno ukochana lale albo rozebrac domek z drewnianych
klockow.
i pytac nastepna.
Ostatecznie – jak juz wszystkie byly oplute mozna bylo liczyc na
andrzeja, bo to dobry kumpel byl i mial resoraki, albo na pania, bo
ona demokratycznie byla narzeczona wszystkich.
no i nie miala lalek, a kudly miala za wysoko, tak ze ni chuja nie
mozna bylo jej za nic wytargac.

Jasno okreslone zasady i jednoznacznie zdefiniowany algorytm
postepowania upraszczal wzajemne interpersonalne relacje.
a pozniej juz bylo tak jak z rzadami braci braders: im dalej, tym
bardziej mglisto, dzdzysto i przejebane – czyli sprawy – zwlaszcza w kontaktach interpersonalnych zaczely sie
komplikowac coraz bardziej: gierki, podchody, sranie po scianie i takie tam dalej.
nie lubie.
i chyba dlatego zasadniczo w ciagu ostatniego czasu zrezygnowalem z bycia aktywnym poszukiwaczem rzeczy ulotnych i dziwnych i postanowilem wiesc radosne zycie buraka pastewnego, albo – co lepsze – ziemniaka,
ktore to warzywo darze nieprzecietnym szacunkiem nie tylko dlatego, ze pedzi sie z niego wodke ktora osobiscie lubie, ale za jego wiekopomna role w ekonomi, co dalo sie odczuc w irlandii podczas wilekiego glodu.
I jak zwykle, jesli zaloze sobie cos, zazwyczaj wychodzi cos wrecz naprzeciwleglego – tak bylo np. z graniem w totolotka: juz zaczalem mentalnie wydawac wygrana kase, kiedy okazalo sie, ze nie wygralem
tych przeznaczonych dla mnie milionow liczonych w euro. tzn. ja mialem los jak zwykle wygrany, tylko te dupki z centrali popieprzyli cos i wylosowali niewlasciwe numery.
Wiec – wiedziony tesknota za zostaniem warzywkiem emocjonalnym –
postanowilem zostac ziemniakiem, ale niewidzialna reka rynku musiala
mi naturalnie zamieszac i objawila sie w postaci Paradoksu Giffena –
ktory jak sama nazwa wskazuje jest absolutnie paradoksalny i mowi o
tym, ze popyt na dany towar wzrasta pomimo wzrostu ceny.
”i w pizdu, i wyladowal, i caly misterny plan tez w pizdu” – jak to
mowil siara siarzewski w kilerach.
Bo oczywiscie idzie jesien, a z nia krotsze dnie, dluzsze wieczorki i te codzienne problemy ze snem.
To ja ide sie przerobic na frytki albo pure, a tymczasem po lampce
grzanego wina i duzo blonnika dla kazdego. szufla (nie wiem, czy ten
sposob konczenia rozmowy nadal jest jazzy, ale ze wzgledu na obfitosc
sniegu w ojczyznie kosciuszki i bogurodzicy – nadal aktualny)

A tak nawiasem mowiac – troche tesknie za prostota zachowan przedszkolnych.
bardzo.
Tyle.

Reklamy

One Response to Zycie moje umilowane w chrustusie szczupaczki bylo znacznie latwiejsze dawniej.

  1. szkocica says:

    Ha! A w moim przedszkolu była hierarchia jasno ustalona. Była Marusia, Lidka i Honorata; Janek, Gustlik i …. (jak było temu Gruzinowi), czyli dobór naturalny. Żadnego szarpania za kudły i niszczenia lalek. Co najwyżej strzały pociskami odłamkowymi z Rudego.
    :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: