Snieg.


Miliony diamentów ktoś rozsypał przed miejscem gdzie mieszkam:
małe skrzące się w świetle latarni klejnoty równą warstwą przykryły wszystko.
Próbowałem złapać kilka z nich, schować do kieszeni, zostawić na bliżej nieokreślone „kiedyś”.
Zapamiętać tę ciszę absolutną.
To światło.
Ta cisze.
Jak dziecko łapałem w dłonie spadające z nieba diamenty.
Wszystko, czego dotykał król Midas zamieniało się w złoto.
Każdy klejnot którego dotykam zamienia się w wodę.
Topnieje.
Sływa po twarzy.

Jedna z wirujących błyskotek wpadając mi do oka zniekształciła obraz rzeczywistości: jak w bajce o Królowej Śniegu – okruch lodu zmroził wszystkie cieplejsze emocje – zostawił tylko zamazane kontury.
Cienie tego co było i już nie wróci.

Wdychałem w siebie spokój, a krystaliczna cisza zastygła nieruchomo wypełniła mnie powoli.

Podobno diamenty są wieczne.
Podobno diamenty są twarde.
Podobno diamenty to najlepsi przyjaciele kobiety.

Nie jestem diamentem.
Jestem tylko topniejącym okruchem lodu.

I kiedy umre nie pozostanie po mnie nic: trochę milczenia, statyczny obraz gdzieś „w środku” i cicha zamrożona nieruchoma czasoprzestrzeń.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: