gotowanie na ekranie, 2004


Kwiaty postawiłem na stole. Dwie świeczki.
Niewielkie, ładnie zapakowane pudełko z kolczykami.
Talerze, kieliszki, serwetki, sztućce.
Menu niewyszukane, ale niecodzienne – taka okazja nie zdarza sie codzien.
Przystawka – śliwki kalifornijki zawijane w boczek.
Takie z chrupiącą skórką. Połączenie smaków – słodkie i niesłodkie.
Kontrasty. Lubie kontrasty.
Bez nich zycie byloby mdle.
Zupa – chłodnik.
Danie główne – polędwica w ziołach, podpiekane ziemniaki, surówka – taka zwykła mieszanka warzyw.
Deser – sernik na zimno z truskawkami.
Do tego dzbanek lodowatej wody mineralnej i butelka czerwonego wina.
Porcje niewielkie.
Zeby smakowac, a nie czuć się przejedzonym, bez tej męczącej ociężałości w brzuchu.

Lubię gotować.
Sprawia mi to przyjemność. Relaksuje.
Ale tylko wtedy, gdy mam na to sporo czasu.
Jasne, przyjemność konsumowana – nie tylko jedzenia – w pośpiechu też ma swój smaczek, ale tym razem czasu było wystarczajaco :ona kończy pracę około 18.30, więc miałem niecałe trzy godziny.
Do kotleta przygrywa mi jakaś mobilna muzyczka z radia.

O 18.15 wszystko było przygotowane, pobojowisko w kuchni sprzątnięte, zmywarka puszczona.
Szybka kąpiel, golenie, ubranie.
Książka.
Czekanie.

Mięso trzymane zbyt długo w piekarniku wysycha, staje się twarde, wysuszone jak podeszwa, niesmaczne.

Telefon tuż po dwudziestej z jakiejś knajpy, że koleżanka ma urodziny i właśnie odbywają się obchody skazał śliwki w boczku na powolne skwierczenie i równocześnie wykazał wyższość masowej sztuki kulinarnej nad chalupnictwem
.
Na zadane mi pytanie „czy dam sobie radę”, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że oczywiście, jestem w końcu duzym chlopczykiem i sam chodze siusiu.
I faktycznie – korek z butelki wina wyskoczył jakby sam, a kilkadziesiąt minut później pustą butelkę samodzielnie wyrzuciłem do kosza na śmieci.

Kiedy kilka minut po północy usłyszałem kroki w przedpokoju, zamknąłem oczy.
Spalem naprawde twardo.
Nawet ciche słowa – „ojej, zapomniałam” nie zdołały mnie obudzić.
Zresztą na deser, po obiedzie miała być nie musztarda, a sernik na zimno z truskawkami.

Dzisiaj rano zdałem sobie sprawę że chyba w sumie jestem zły.

I to nie jest nic osobistego:
po prostu nie lubię jak jedzenie się marnuje.

Reklamy

2 Responses to gotowanie na ekranie, 2004

  1. kasia_d says:

    hmm…

  2. szkocica says:

    dlatego ja, na ten przykład, nie lubię niespodzianek :/

    ale tu zdaje się okazja jakaś była, rocznica?, czy cuś? i wartało się domyśleć, że ON będzie pamiętał, tak?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: